Miej życie dla siebie.
Nie odkładaj go na „później”.
Cześć, tutaj Krzysztof.
Od zawsze czułem, że świat, w którym żyję, nie jest w pełni mój.Nie chodzi o to, że nie miałem pracy czy nie potrafiłem się odnaleźć. Wręcz przeciwnie — potrafiłem dostosować się do wymagań, być odpowiedzialny, zaangażowany, punktualny. Ale coś w środku mówiło mi, że to nie jest ta droga. Że w pogoni za codziennością, za deadline’ami i wypłatą piątego, tracę najważniejsze: życie. Swoje życie. Marzenia. Wolność. Czas.Przez lata łudziłem się, że tak po prostu musi być — że to dorosłość, że trzeba się pogodzić. Ale ja nie potrafiłem się pogodzić.W głowie miałem jedno: „Nie chcę przeżyć życia, pomagając spełniać czyjeś marzenia. Chcę w końcu zacząć spełniać swoje.”
Chciałem mieć życie dla siebie. Nie tylko wieczorem po pracy. Nie tylko w weekend. Nie tylko raz w roku podczas dwutygodniowego urlopu. Chciałem mieć życie, które sam tworzę, dzień po dniu. Bez szefa nad głową. Bez obowiązku tłumaczenia się z każdej minuty. Bez presji, że jeśli dziś nie zrobię, nie zarobię.
Chciałem wolności, ale nie tej romantycznej, utopijnej. Chciałem wolności realnej – czasowej, finansowej, emocjonalnej.
Szukałem długo. Próbowałem różnych rzeczy. Czasem byłem blisko, innym razem czułem się, jakbym znowu wracał na start. Ale był jeden moment przełomowy. Moment, który zmienił sposób, w jaki patrzę na pracę, biznes i życie.
To była pewna historia. Prosta, ale genialna.
Historia, która zmieniła moje życie – Ed i Bill
Wyobraź sobie małą wioskę. Urokliwe miejsce, pełne ciepłych ludzi. Ale miała jeden problem – brak wody. Jeśli nie padało, ludzie nie mieli co pić, gotować, myć się.
Starszyzna wioski postanowiła coś z tym zrobić i ogłosiła przetarg na dostarczanie wody.
Zgłosiło się dwóch mężczyzn: Ed i Bill. Obaj dostali kontrakt.
Ed zadziałał natychmiast. Kupił dwa wiadra, ruszył do jeziora oddalonego o półtora kilometra i codziennie nosił wodę do wioski. Pracował od świtu do zmierzchu. Wylewał siódme poty. Ale zarabiał. Czuł się potrzebny. Miał wrażenie, że wszystko idzie dobrze.
Mijały tygodnie. Miesiące. Bill zniknął. Ed był szczęśliwy, bo nie miał konkurencji. Czuł się wygranym.
Ale któregoś dnia Bill wrócił — z ekipą, maszynami i planem. Okazało się, że przez cały ten czas Bill nie nosił wiader. On budował system.
Zebrał zespół, znalazł inwestorów, zaprojektował rurociąg ze stali nierdzewnej, który połączył jezioro z wioską. Rok później jego system był gotowy.
I wtedy Bill zrobił coś, co zszokowało wszystkich. Ogłosił, że jego woda:
- jest czystsza,
- dostępna 24/7,
- i kosztuje 75% mniej niż ta Eda.
Wioska była zachwycona. Ed był zrozpaczony.
Zaczął nosić po cztery wiadra na raz. Zatrudnił swoich synów. Potem pracowników. Potem związki zawodowe zaczęły domagać się podwyżek. Problemy rosły. Koszty rosły. On nadal ciężko pracował… ale nigdy nie dogonił Billa.
Bill tymczasem poszedł dalej. Zrozumiał, że jeśli ta wioska potrzebuje wody, to tysiące innych też. Skopiował swój system i zaczął go wdrażać w innych miejscach. Działał globalnie. Zarabiał centa od każdego wiadra, ale dostarczał ich miliardy dziennie.
Nie musiał już pracować. Zbudował rurociąg, który pracował za niego.
Ed… do końca życia nosił wiadra. Zawsze zajęty. Zawsze zmęczony. Zawsze „na styk”.
Ta historia wstrząsnęła mną. Poczułem, jakbym widział swoje życie w lustrze.
Zacząłem się pytać:
- Czy ja noszę wiadra, czy buduję rurociąg?
- Czy pracuję ciężko, czy pracuję mądrze?
- Czy mam życie, które tworzę, czy takie, które mi narzucono?
Zrozumiałem, że nikt nie da mi wolności w prezencie. Że to JA muszę podjąć decyzję. Zacząć działać inaczej. Szukać nowych rozwiązań. Myśleć jak Bill.
To wtedy zacząłem budować swój system. Może nie było łatwo. Ale to był pierwszy raz, gdy robiłem coś, co miało sens dla mnie. Co tworzyło przyszłość, a nie tylko „na dziś”.
Kiedyś ktoś zapytał mnie: „Co znaczy dla Ciebie mieć życie dla siebie?„
Odpowiedziałem: Mieć życie dla siebie to znaczy mieć czas i pieniądze, aby robić to co się chce i kiedy chce. To nie liczba zer na koncie, nie ilość lajków, nie samochód przed domem. To spokój, że żyjesz po swojemu. Że jeśli dziś postanowisz wyjechać, możesz to zrobić.
To właśnie znaczy mieć życie dla siebie.
Nie potrzebujesz cudów, by to osiągnąć. Potrzebujesz tylko jednej rzeczy: zdecydować, że już więcej nie będziesz nosić wiader.
A Ty? Którą drogą pójdziesz?
Możesz nadal nosić wiadra. Pracować więcej. Próbować nadążyć. Walczyć z czasem, konkurencją, rachunkami. Możesz mieć nadzieję, że coś się samo zmieni.
Albo możesz zacząć budować swój rurociąg.
To wymaga odwagi. Innego myślenia. Czasem też cierpliwości. Ale nagroda jest ogromna: życie według własnych zasad.
Nie jesteś za stary. Nie jest za późno. Nie masz za mało umiejętności. Masz wszystko, czego trzeba, żeby zacząć.
Tylko nie czekaj. Bo jutro nie istnieje. Jest tylko dziś.
Own Your Life – Miej życie dla siebie.
To nie jest slogan. To wybór. Twój wybór.
Czy jesteś gotów go podjąć?

