Cześć, tu Krzysztof. Bez garnituru, bez sztywnych tytułów i z pełną szczerością.
Na co dzień łączę pracę na etacie z tworzeniem czegoś własnego po godzinach. I uczę się robić to z absolutnym luzem.
Skoro trafiłeś do tej zakładki, pewnie chcesz sprawdzić, kto stoi za tymi wszystkimi słowami o „dziecięcej lekkości” i „odwróconym koszyku”. Bardzo dobrze – sam też nie lubię ufać anonimowym stronom w sieci.
Nazywam się Krzysztof Badaczewski. Nie jestem żadnym wielkim guru motywacyjnym, rekinem biznesu ani „trenerem stylu życia”. Jestem facetem, który pewnego dnia po prostu poczuł zmęczenie monotonią, w której tkwi większość z nas. Chodziłem do pracy, robiłem swoje, ale podskórnie czułem, że oddawanie najlepszych lat życia za stałą pensję i wieczny brak czasu to niezbyt sprawiedliwa transakcja.
Chciałem czegoś więcej, ale… zupełnie nie wiedziałem, jak się za to zabrać, nie ryzykując wszystkiego, co już zbudowałem.

Dlaczego nie rzuciłem wszystkiego z dnia na dzień?
W internecie pełno jest historii o ludziach, którzy z dnia na dzień rzucili pracę, spalili za sobą mosty i natychmiast zostali milionerami. Między nami: to bajki, które świetnie się sprzedają, ale mają niewiele wspólnego z prawdziwym życiem.
Ja miałem (i nadal mam) swoją pracę. Doceniam stabilizację, jaką daje etat, ale wiedziałem, że poleganie tylko na jednym źródle pieniędzy w dzisiejszych czasach to spore ryzyko. Szukałem więc czegoś, co mógłbym rozwijać po godzinach.
Moje kryteria były twarde:
- Żadnego ryzyka finansowego i brania kredytów.
- Żadnego sztywnego szefa nad głową – miałem już jednego na etacie.
- Przede wszystkim: żadnego dokładania sobie dodatkowego stresu. Po całym dniu w pracy chciałem projektu, który daje oddech i frajdę, a nie kolejnych obowiązków, które wyssą ze mnie resztki energii.

Gdy trafiłem na mechanizm odwróconego koszyka zakupowego, na początku byłem sceptyczny. Wydawało mi się to zbyt proste. Ale kiedy odrzuciłem na bok dorosłe uprzedzenia i spojrzałem na to z dziecięcą, czystą ciekawością – wszystko ułożyło się w idealną całość.
Współpraca oparta na pomaganiu, a nie na "wciskaniu”.
Współpracuję z firmą z sektora kosmetycznego i naturalnej pielęgnacji, ale od samego początku założyłem, że nie będę biegał z torbami pełnymi produktów i nikogo na nic namawiał. Moje działania opierają się na jednej, prostej zasadzie: chcę pomagać innym ludziom i budować z nimi prawdziwe, autentyczne relacje.
Uczę się tego każdego dnia pod okiem fantastycznych ludzi i wspaniałego mentora, Wojtka, który spiął naszą społeczność w jedną, grającą do wspólnej bramki paczkę. Regularnie rozmawiamy, wymieniamy się pomysłami i wspieramy na Zoomach.
Dla mnie największą wygraną nie są same cyfry na koncie, ale świadomość, że bez zakładania żadnych masek, będąc w 100% sobą, potrafię pokazać komuś innemu, jak za pomocą zwykłych, regularnych zakupów może przestać martwić się o domowy budżet.
